Dolecielismy do Port Blair.Sila w jaka robnelismy w zdecydowanie krotki pas startowy miejscowego lotniska pozbawila na moment usmiechu nawet wyjatkowo promienna stewke linii lotniczych Jetlite,nas natomiast usmiechu pozbawila dopiero aura jaka tu zastalismy.100% monsunu w monsunie..Na szczescie po 2 h sciana wody ustapila miejsca blekitowi nieba,pierwszy raz od 6 dni.Chyba niesiemy dobra nowine:)
Zaopatrzeni w zestaw zylek oraz haczykow roznych wielkosci na tunczyki/merliny/rekiny jutro o swicie plyniemy na Neil Island,jedyne znane mi miejsce,gdzie wstawanie o 6 rano jest przyjemnoscia graniczaca relaksem..
Trzymajcie kciuki za udane polowy,zalozenie jest takie, zeby co najmniej caly nastepny tydzien zywic sie zdrowo,tanio i wlasnorecznie:)
Pozdrawiamy
rada nadzorcza bloga J&CD
ps.
POCZTOWKA ZAMIAST RACHUNKOW!
sobota, 15 listopada 2008
piątek, 14 listopada 2008
pechowo nieco
uczciwego znalazce karty XD pozostawionej nieopatrznie w kafejce internetowej w Shillong uprzejmie prosze o wrzucenie moich fotek na jakis ogolno dostepny serwis...
jeszcze cala nadzieja w Antonim!
Tymczasem dzis rajd po Kolkacie w poszukiwaniu folii aluminiowej do pieczenia ryb oraz wykonawcy pieczatek do akcji X a jutro Jetlite do Port Blair..
jeszcze cala nadzieja w Antonim!
Tymczasem dzis rajd po Kolkacie w poszukiwaniu folii aluminiowej do pieczenia ryb oraz wykonawcy pieczatek do akcji X a jutro Jetlite do Port Blair..
środa, 12 listopada 2008
cherapunjee suche jak pieprz
Najbardziej mokre miejsce na Ziemi przywitalo nas widokami kojarzacymi sie raczej ze spalona sloncem Hiszpania tudziez Meksykiem.Okazalo sie ze owszem,pada tu 2 i pol metra deszczu co miesiac,ale za wyjatkiem okresu listopad-luty,kiedy to nie pada nic a nic.. Nie zrazeni brakiem opadow, po obejrzeniu pieknego wodospadu Nokhalikai znikajacego w glebi kanionu 800 metrow ponizej miejsca widokowego, zdecydowalismy sie na male szalenstwo.Miejscowy dziadek wskazal odpowiednia sciezke i po poltorej godzine bardzo ale to bardzo stromego zejscia w dzunglii pelnej pajakow wielkosci dloni i dzikich mandarynek rosnacych co kilkanascie metrow dotarlismy do rzeki,pokonujac 800metrow roznicy wzniesien. A nad rzeka spotkalo nas to,co na zdjeciach..
Jutro rozstajemy sie z Marcinem i ruszamy w kierunku Kolkaty i Andamanow.
Peace!
poniedziałek, 10 listopada 2008
Kaziranga - Meghalaya
Dotarlismy do Shillong w Meghalaya.Tradycyjnie bialych turystow zero,w sumie tak juz przywyklismy do bycia jedynymi bialasami w okolicy,ze troche obawiamy sie co to bedzie na Neil czy Havelock..
Tymczasem spedzilismy 2 dni w parku Kaziranga.Z dzikich zwierzat widzielismy majaczace w oddali nosorozce,kilka statycznych zolwi i sporo ladnych jaszczurek oraz papug,ale gwozdziem programu bylo wieczorne kapanie w rzece calej masy sloni.Mozliwosc zabawy z mlodym slonikiem i obserwacji jak te zwierzeta zachowuja sie miedzy soba z tak bliska na pewno byla warta przyjazdu do serca Assamu.Piekne stworzenia.
Przy okazji jeep safari kolejna uwaga o charkterystyce hindusow.Nasz driver zapomnial zatankowac wozu i zupy zabraklo w samym srodku parku.Na szczescie tygrysy o 11 mialy sieste i zaden sie na nas nie polasil..
W Kazirandze spotkalismy sie z pierwszym krajanem na drodze,na dodatek z Poznania:)
Antek-dzieki za madre slowa o podrozowaniu i szerokiej drogi&swietnych zdjec w Assamie i Garo Hills!!
My natomiast jutro smigamy do Cherapunjee i w jego okolice,najbardziej mokre miejsca na planecie,takze znowu opalanie trzeba bedzie odlozyc na pozniej..
Pozdrawamy
Tymczasem spedzilismy 2 dni w parku Kaziranga.Z dzikich zwierzat widzielismy majaczace w oddali nosorozce,kilka statycznych zolwi i sporo ladnych jaszczurek oraz papug,ale gwozdziem programu bylo wieczorne kapanie w rzece calej masy sloni.Mozliwosc zabawy z mlodym slonikiem i obserwacji jak te zwierzeta zachowuja sie miedzy soba z tak bliska na pewno byla warta przyjazdu do serca Assamu.Piekne stworzenia.
Przy okazji jeep safari kolejna uwaga o charkterystyce hindusow.Nasz driver zapomnial zatankowac wozu i zupy zabraklo w samym srodku parku.Na szczescie tygrysy o 11 mialy sieste i zaden sie na nas nie polasil..
W Kazirandze spotkalismy sie z pierwszym krajanem na drodze,na dodatek z Poznania:)
Antek-dzieki za madre slowa o podrozowaniu i szerokiej drogi&swietnych zdjec w Assamie i Garo Hills!!
My natomiast jutro smigamy do Cherapunjee i w jego okolice,najbardziej mokre miejsca na planecie,takze znowu opalanie trzeba bedzie odlozyc na pozniej..
Pozdrawamy
piątek, 7 listopada 2008
etno zmiana planow
zabawilismy w Ziro troche czasu,zapoznalismy babuszki majace w nosie krazki i dziary na twarzy a na deser jedzace smazone pluskwy,porobilismy fotki i decyzja zarzadu bloga obralismy kierunek na Kazirange i Cherapunjee zamiast Along i Pasighat.Poblemy z transportem w gorach Arunachalu mogly by nas uziemic na dobre,a Andamany czekaja.Zreszta i tak tu jeszcze wrocimy..
Ps.a'propos poblemow z transpotem w polnocno wschodnich stanach- dzis chcielimy przepawic sie z North Lakhimpur do Jorhat,na mapie droga przecina Brahmaputre i odleglosc miedzy mniastami to 60km,okazalo sie ze pokonuje sie to caly dzien,bo nalezy przekroczyc 3 mniejsze rzeki i dopiero wtedy ta najwieksza i najswietsza w regionie,a drogi pomiedzy rzekami sa na bardzo bardzo "small bus"..
Pozostal "skrot" 300-kilometrowy..
Pozdrawiamy
ps.nowych fot znowu nie bedzie, bo jakis wandal napchal betelu do gniazd usb w miejscowej pseudo kafejce..ech hindusi..
Ps.a'propos poblemow z transpotem w polnocno wschodnich stanach- dzis chcielimy przepawic sie z North Lakhimpur do Jorhat,na mapie droga przecina Brahmaputre i odleglosc miedzy mniastami to 60km,okazalo sie ze pokonuje sie to caly dzien,bo nalezy przekroczyc 3 mniejsze rzeki i dopiero wtedy ta najwieksza i najswietsza w regionie,a drogi pomiedzy rzekami sa na bardzo bardzo "small bus"..
Pozostal "skrot" 300-kilometrowy..
Pozdrawiamy
ps.nowych fot znowu nie bedzie, bo jakis wandal napchal betelu do gniazd usb w miejscowej pseudo kafejce..ech hindusi..
wtorek, 4 listopada 2008
poniedziałek, 3 listopada 2008
Jutro smiglo nad Bhutanem do Guwahati,3majcie kciuki za radziecka mysl techniczna..
Pozdrawiamy
PS. nie lecimy z Pawan Hans do Guwahati.Wczoraj smiglo awaryjnie siadlo gdzies w Bhutanie i czeka na naprawe.Wojskowy wlasnie nam oznajmil ze zawioza turystow za darmo smiglem 10-osobowym Indian Army do Bhalukpong (granica miedzy Assamem i Arunachalem).Tak wiec jutro zagramy "Marsz Valkirii" nad Sela Pass!
niedziela, 2 listopada 2008
piątek, 31 października 2008
radio Tawang nadaje
dzis bylismy pod wodospadem Jang,nieprawdopodobnie piekne gory tu sa.. ich stoki przecinaja sciezki prowadzace do kapliczek,gomp i malych domkow zbudowanych gdzies pod samym niebem.Rajsko.Od przedwczoraj widzielismy 4 bialych turystow,dzis juz jestesmy sami,nikt prawdopodobnie nie przyjedzie przez najblizszy czas,droga nie jest przejezdna,helikopter zabukowany na tydzien na przod..
Niestety jakosc miejscowego neta nie pozwala wrzucic fotek..ale pracujemy nad tym.
Niestety jakosc miejscowego neta nie pozwala wrzucic fotek..ale pracujemy nad tym.
Subskrybuj:
Posty (Atom)
